let's go crazy together

let's go crazy together


Weeziak, 17

Udaję, że umiem pisać i potrafię zawrzeć nowe znajomości.

PRZYJMUJĘ PROMPTS!



Przepraszam

Muszę was przeprosić - nie uda mi się opublikować całości She’s not me w lipcu. Sprawa jest nadal za świeża i nie do końca potrafię wszystko opisać, tak jak było. Niemniej jednak postaram się opublikować SNM przed końcem wakacji, a tym samym przed moimi urodzinami.

posted 4 weeks ago with 0 notes
#prywatne

SKRZYNKA OTWARTA!

Uroczyście oświadczam, iż oficjalnie otworzyłam prompts! Już niedługo przeniosę wszystko z mojej poprzedniej strony, a teraz czekam na propozycje od was <3

posted 1 month ago with 0 notes
#prompts

She’s not me | zapowiedź

image

Tytuł: She’s not me (Ona nie jest mną)

Autorka: Weeziak (fixedmyself)

Ilość słów: ?

W rolach głównych: Alexandra Curtis i Niall Horan

W pozostałych rolach: Olivia Larsson, Bruno Wood i Silver Horan

Opis: Ona nie jest mną i nigdy nie będzie, nie będzie, nie będzie…

Inspiracja: moje ostatnie przeżycia miłosne i piosenka Zary Larsson “She’s not me”, która idealnie wpasowała się w całą historię.

Dedykacja: Ten jednopart chciałam zadedykować Pawłowi, w końcu to nasza historia, i Marysi - za co? Przeczytajcie, wszystko wyjaśni się pod koniec.

Ostrzeżenie: przewidywane sceny +18, liczne przekleństwa i nadużywanie narkotyków.

Data premiery: bliżej nieznana, ale na sto procent będzie to w lipcu

~*~

"She doesn’t love you - like I do
She doesn’t have my name
However she tries to act like it
She’ll never be the same”

Zerknęłam na wyświetlacz mojego telefonu, licząc na jakąś wiadomość od Ni, jednak komórka poinformowała mnie, że nie ma żadnych nowych powiadomień, co bardzo mnie zasmuciło. Samotna łza spłynęła po moim policzku, jednak otarłam ją szybko i przewróciłam się na drugi bok, by ukryć smutek w moich oczach. Koleżanki z szpitalnej sali wiedziały o całej sytuacji, o tym dlaczego tu jestem, jednak nie chciałam by ktokolwiek oglądał mnie w takim stanie.

Telefon zaczął wydawać z siebie przyjemne dźwięki mojej ulubionej piosenki, co wyrwało mnie ze snu. Z uśmiechem popatrzyłam na wyświetlacz, na którym pojawiło się imię mojej przyjaciółki - Silver, i nasze wspólne zdjęcie, które zrobił nam Niall podczas jednego z naszych licznych wspólnych spacerów. Uśmiechnęłam się przywołując w myślach wspomnienia z tamtego dnia.

Odebrałam przychodzące połączenie i usłyszałam smutny głos Silver, która wydusiła z siebie na jednym wydechu kilka słów, które rozbiły moje i tak bardzo niepoukładane życie:

- Muszę Ci coś powiedzieć, Alexa, widziałam go z Olivią, chyba są znowu razem.

posted 1 month ago with 5 notes
#she's not me

Almost Lovers | Prolog

   Kiedy miałam osiem lat, mama dała mi pluszowego misia, z odrywającym się uszkiem i bez oka. Powiedziała wtedy, że miłość jak ten miś - czasami zostaje poddana próbie czasu. Nie zrozumiałam tego.

   Kiedy miałam dziesięć lat i w trakcie przeprowadzki znalazłam mojego starego misia zaczęłam zastanawiać się nad wypowiedzianym wówczas zdaniem. Powoli zaczęło docierać do mnie znaczenie tego stwierdzenia, byłam jednak za mała żeby odnaleźć jego pełne znaczenie.

   Kiedy miałam jedenaście lat, moi rodzice się rozstali. Mama powiedziała mi, że ich miłość tak jak miś, którego mi kiedyś podarowała, nie przeszedł próby czasu, bo nikt nie zaszył odrywającego się uszka, ani nie przykleił oczka, które przepadło wieki temu.

   Kiedy miałam siedemnaście lat i już w pełni rozumiałam znaczenie, jakie miał pokazać mi mój stary miś. Zrozumiałam, że miłość trzeba pielęgnować, dbać o nią i robić wszystko, żeby pozostała w nienaruszonym stanie.

   Rok później, kiedy poznałam Harry’ego Stylesa poczułam dziwne ukucie w moim sercu. Mama powiedziała, że to miłość. Wtedy przyszyłam uszko mojego misia i dokleiłam mu oczko, trochę inne niż drugie. Zacerowałam wszystkie dziury, które miał i powiedziałam sobie, że za każdym razem, kiedy ja skrzywdzę Harry’ego albo Harry skrzywdzi mnie, zniszczę kawałek misia. Przez wiele dni i tygodni mój miś był w nienaruszonym stanie, jednak potem nasze relacje zaczęły się psuć, a miś był coraz bardziej zniszczony.

posted 2 months ago with 2 notes
#almostlovers

Decision | prolog

   Liam Payne należy do grona tych grzecznych i ułożonych uczniów. Ubiera się zwyczajnie, zazwyczaj w dżinsowe rurki opinające jego jędrne pośladki, kolorowe koszulki, fullcapy i supry albo converse. Jak większość nastolatków ma dziewczynę, nie byle jaką - Carrie Howk, wysoką brunetkę, która dorabia sobie jako modelka. Liam i Carrie tworzą zgraną parę, nigdy się nie kłócą i spędzają ze sobą mnóstwo czasu.

  W wolnych chwilach, po treningach i dodatkowych lekcjach jakie pobiera, dorabia sobie w pobliskim barze - Rain, gdzie przygrywa sobie na gitarze i śpiewa. Uwielbia to, z resztą nie tylko On, ludzie przychodzą tam często tylko dlatego, żeby go posłuchać. Liam ma talent, ale jest zbyt nieśmiały, żeby wystąpić w jakimś telewizyjnym show. Poza tym Liam bardzo lubi swoje spokojne i poukładane życie w Oklahomie, gdzie czas płynie wolno i nic nie przysparza Ci problemów.

   Blondyn lubi spędzać czas z grupką swoich przyjaciół, są jak bracia, choć teraz kiedy rozpoczęli ostatni rok nauki w liceum, zaczynają przygotowywać się do egzaminów i wybierają college, do których będą składać papiery, trochę się od siebie odsunęli. Każdy z nich bardzo stara się, żeby ich długoletnia przyjaźń nie rozpadła się, to czasami taka jest kolej rzeczy.

   Liam jest pewny swojej orientacji. Nigdy nie pociągali go mężczyźni, więc pewne dla niego było, że jest heteroseksualny. Czasami w życiu człowieka przychodzą chwilę zwątpienia. Teraz to zwątpienie dopadło i Liama. I to nie bez powodu. Był jeden powód, który nazywał się Harry Styles, miał burzę loków na głowie i dołeczki w policzkach.

   Harry Styles, odkąd tylko się poznali, siedział w głowie Liama. Harry zabrał sobie krzesło, wyrzucił wszystkie inne myśli i zasiadł w głowie Liama. I siedzi w jego głowie, odkąd się poznali. A poznali się ósmego października i wtedy zaczęła się ich historia. Historia Liama i Harry’ego.

posted 3 months ago with 4 notes
#decision

Heart by heart | prolog

image

   Blondynka wpatrywała się w odlatujące i lądujące za oknem samoloty. Czuła strach. Strach przed nieznanym. Słona łza spłynęła po jej policzku. Shai poprawiła torbę na swoim ramieniu i popatrzyła na bilet, który beznamiętnie trzymała przez ostatnie kilkanaście minut. Bilet na lot numer trzy tysiące dwieście pięćdziesiąt dwa do stolicy Kalifornii, Sacramento.

  Shailene nie pamiętała, kiedy ostatni raz odwiedzała swojego biologicznego ojca. Minęło kilka lat, bardzo długich lat, przepełnionych bólem i rozgoryczeniem, to na pewno. Och, życie płata wiele psikusów takich jak ten. 

  W poczekalni rozbrzmiał kobiecy głos informujący, żeby pasażerowie lotu do Sacramento udali się do odprawy i, że przewidywany czas do odlotu to czterdzieści pięć minut. Shai westchnęła cicho i skierowała swoje kroki w stronę miło wyglądającej, na oko dwudziesto-kilku letniej, blondynki, która uśmiechała się do niej pogodnie. Shailene wręczyła kobiecie bilet, a potem skierowała się rękawem w stronę wejścia na pokład samolotu.

   Ojciec Shailene szarpnął się na bilet dla córki, więc dziewczyna miała spędzić następne kilka godzin w strefie dla VIP, gdzie miała swój osobny kąt, telewizor i święty spokój. Blondynka od razu zakwaterowała się w swoim tymczasowym lokum, po czym układając się na przestrzennym łóżku, pogrążyła się w lekturze.

  Lot z Pensylwanii do Kalifornii minął spokojnie, a samolot wylądował w Sacramento bez jakiegokolwiek opóźnienia. Po zabraniu bagażu, dziewczyna skierowała się w stronę wyjścia z lotniska. Widziała rodziny witające się, pary które namiętnie całowały się na środku korytarza i chłopaka, który stał niepewnie przesuwając ciężar ciała z jednej nogi na drugą. Zupełnie, jakby musiał do toalety, zaśmiała się w myślach Shai. Chłopak miał krótkie, ładnie wystrzyżone, blond włosy z grzywką opadającą mu na czoło, obcisłe granatowe dżinsy, biały bezrękawnik z napisem Crazy Mofos, a w ręce trzymał tabliczkę. Dziewczyna na początku nie widziała, co było napisane na tym kawałku kartonu, lecz kiedy podchodziła bliżej i bliżej, zobaczyła niewyraźny napis Panna Woodley. Shai zatrzepotała powiekami ze zdumienia, przecież miał ją odebrać jej ojciec - Brian Woodley, a ten chłopak był najprawdopodobniej w jej wieku. Blondynka podeszła do niego i wyciągnęła rękę, przedstawiając się. Młody mężczyzna patrzył raz na nią, a raz na zdjęcie przez niego trzymane w ręce.

- Przepraszam - rzekł - Tata dał mi, powiedzmy dość nieaktualne zdjęcie, jeśli wiesz, co mam na myśli. Jestem Niall. Niall Horan. Miło mi Cię poznać, tata mi dużo o Tobie opowiadał.

- T-tata? - wydusiła po chwili Shailene - Mój tata?

- Twój tata. I mój tata w sumie też. - wyrzucił z siebie blondyn, Niall - Nie znam swojego biologicznego ojca, a moja mama i twój tata są małżeństwem, odkąd skończyłem pięć lat i pozwolił mi mówić do siebie Tato, sama rozumiesz…

- Czy Ty zawsze tyle gadasz? - ucięłam chłopakowi w połowie zdania.

   Blondyn nie odzywał się przez całą drogę, nie chcąc by Shai go znienawidziła. I tak powiedział za dużo, Brian prosił go, żeby uszczuplił wersję wydarzeń tak, by sam mógł wytłumaczyć wszystko córce. Niall zaczął pluć sobie w brodę za swoje gadulstwo.

   Czarny Land Rover zatrzymał się pod wielkim, pięknym domem z jeszcze piękniejszym ogrodem i dużym basen, który wyłaniał się aż zza budynku. Shailene wiedziała, że jej ojciec nie należał do ludzi biednych, ale nie miała pojęcia, że pławi się w takich luksusach. Blondynce opadła szczęka.

  Niall właśnie zabierał z bagażnika torbę Shai, kiedy przed dom wyszła kobieta w pięknej kwiecistej sukience za kolano, czarnych czółenkach na niewysokim obcasie, zgrabnie ułożonej fryzurze i fartuszku ozdabiającym jej piękną kreację. Kobieta ta wyglądała jakby została wyjęta z jednej z tych komercyjnych reklam o idealnych rodzinnych śniadaniach przy płatkach Chirios. Shailene zamrugała z niedowierzania. Idealny dom, idealna żona (żona, czy gosposia?), ułożony syn, na co komu tu jeszcze nierozgarnięta osiemnastolatka?

   Shai popatrzyła na swój strój, stare dżinsowe szorty, luźny zmechacony sweterek i stare, już rozpadające się Conversy. Włosy związane w niedbałego koka. Dziewczyna zaczęła wytykać sobie brak snu przez ostatnie dni. Stres przed przeprowadzką do nowego miejsca nie pozwalał jej spać, więc teraz piękne sińce gościły pod jej oczami, a cera, która z natury była niezmiernie blada, teraz wyglądała wręcz na trupią.

  Rozmyślania blondynki przerwała kobieta, która zeszła po wielkich marmurowych schodach, by powitać nową mieszkankę jej domostwa. 

- Jestem Maura - kobieta uśmiechnęła się przyjaźnie, wyciągając rękę w stronę Shai - Jestem żoną twojego taty i mamą Niallera. Niall, przedstawiłeś się Shailene, prawda? - to pytanie Maura skierowała do swojego syna. - Och, nie ważne, Niall zawsze był trochę nierozgarnięty. Brian dużo mi o Tobie opowiadał, skarbie. Za kilka minut podam obiad, poznasz całą rodzinę. Teraz jednak twój tata chciał z Tobą porozmawiać, jest w gabinecie na pierwszym piętrze, trzecie drzwi po lewo. Niall, zaprowadzisz Shailene?

- Oczywiście, mamo - westchnął zrezygnowany blondyn, po czym zaczął wdrapywać się po schodach w stronę wielkich mahoniowych drzwi wejściowych.

  Dom był ogromny i pięknie urządzony. Naprzeciwko wejścia był szklany stolik z wazonem pięknych tulipanów, a zaraz za nim rozpościerały się wielkie mahoniowe schody. Po lewo od wejścia było widać piękny salon, w którym panował wielki chaos. Było tam mnóstwo młodzieży i kilkoro dzieci. Po prawej stronie zaś była pięknie urządzona jadalnia, a zaraz za nią przejście do kuchni, gdzie krzątała się Maura. Shailene skierowała swoje kroki w stronę schodów, po których przemieszczał się już blondyn. Kiedy wreszcie znalazła się na pierwszym piętrze, zgubiła Niallera z oczu. Mignęła jej przed oczyma tylko blond czupryn wchodząca do jednego z pomieszczeń.

  Shai zapukała cicho i weszła do wielkiego gabinetu swojego ojca. Na środku stało potężne biurko ozdobione ramkami ze zdjęciami, mnóstwem dokumentów i innymi szpargałami, a zaraz za biurkiem siedział jej ojciec. Shailene popatrzyła na ojca z niedowierzaniem. Minęło tyle czasu od ich ostatniego spotkania, teraz nie jest pewna czy poznałaby swojego ojca na ulicy. Mężczyzna podniósł wzrok i w oczach zamigotały mu iskierki szczęścia, szybko wstał od biurka i podszedł przytulić córkę.

posted 3 months ago with 6 notes
#heartbyheart